Archive for Lipiec, 2010



Jeszcze za czasów studenckich posiadałam ołówek automatyczny, zwyczajny, taki z plastiku. Nawet nie pamiętam czy był jakieś konkretnej marki. Ogólnie swoją funkcjonalnością jako ołówek się spisywał zadowalająco, ale…

No właśnie, ale. Najgorszym mankamentem było to, że gumka robiąca za uchwyt sparciała i w końcu zsunęła się z ołówka. Od tego momentu pisanie tym ołówkiem nie należało do przyjemności. Od pewnego czasu mam styczność z ołówkiem automatycznym firmy Staedtler MarsMicro. W porównaniu z wspomnianym wyżej ołówkiem piekło, a niebo. Ołówek sprawia wrażenie niezniszczalnego – obudowa metalowa, uchwyt gumowy antypoślizgowy solidnie przytwierdzony do obudowy. Możecie go obejrzeć w moim sklepie:  Ołówek automatyczny MarsMicro Ttrzyma go się pewnie, pisze przyjemnie. Jest to ołówek, który spokojnie posłuży lata – wystarczy tylko uzupełniać grafity, które możecie obejrzeć pod tym adresem: Grafity we fiolkach MarsMicro Carbon

Czyli coś w tej niemieckiej ‚solidności’ jest. Sporo jest chłamu, produkowanego ‚made in China’ – potem ten chłam jest wystawiany w całych alejkach współczesnych świątyń handlu, gdzie ludzie bez żadnego namysłu to kupują. Oczywiście, jesteśmy wolni i możemy ze swoimi pieniędzmi zrobić co tylko chcemy, ale czy chcemy je marnować w coś co nam długo nie posłuży? Przysłowie mówi: biednego nie stać na tanie buty – i jak zwykle przysłowie mówi prawdę życiową.

Około pół roku temu zakupiłam urządzenie wielofunkcyjne Epson SX610FW – maszyna pierwsza klasa, kombajn, ale w każdej dziedzinie się sprawuje pierwszorzędnie. Tzn. sprawował się 😦 Tusze Epsona (podobnie zresztą jak innych producentów markowych) są drogie, a do tego mają atramentu tylko kilka (!) mililitrów.

Chciałam zredukować koszta materiałów eksploatacyjnych. W tym celu w pierwszej kolejności zajrzałam do Allegro i bardzo szybko odnalazłam tusze – zamienniki. Cena bardzo okazyjna, tylko ok. 5zł za 1 tusz. Niestety na tych tuszach za dobrze nie wyszłam. O ile w poprzedniej drukarce Epsona D88 takie tusze z Allegro spisywały się bez zarzutu, to w SX610FW tragedia 😦 Dysze zapchane na amen. Kilkadziesiąt (!) tych „tanich” tuszy poszło na czyszczenie głowicy.Zero rezultatów, do tego ciągłe komunikaty urządzenia, że zainstalowano nieoryginalne wkłady i paraliż urządzenia 😦  Ściąganie  super specyfików, które miały udrożnić dysze – po pewnym czasie dysze ożyły, ale kombajn już tak dobrze nie drukował jak zaraz po kupnie. A przecież na gwarancję producenta liczyć nie można w takich wypadkach – jasno jest sprecyzowane, że gwarancja wygasa, gdy użytkownik używa materiałów eksploatacyjnych nieoryginalnych.

Te przykłady z życia wzięte pokazują, że z jakością różnie bywa i prawie zawsze jakość idzie w parze z ceną. Żyjemy w dobie Internetu. Bardzo łatwo możemy przeszukiwać całe jego zasoby znajdując infromacje, produkty, opinie i wykorzystajmy to, aby niepotrzebnie nie tracić naszych ciężko zarobionych pieniędzy na chłam produkowany w Chinach, sprowadzany na „kontenery”.

„Biednego nie stać na tanie buty”

PS. Wiem, że nawet Epson, HP czy inni producenci potrafią mieć zakłady produkcyjne w Chinach, na Filipinach czy w Indonezji, ale są fabryki i fabryki. Markowy producent nie może sobie pozwolić na produkowanie chłamu – wdraża w swoich fabrykach systemy jakości, wie z jakich kompenentów tworzyć np tusze, jakie powinny one mieć lepkość etc. Tamtego Epsona załatwiła jakość tuszy zamienników – takie po prostu robi się teraz nowoczesne dysze. Trochę jak z silnikami diesla z systemem Common Rail i ropą słabej jakości – zainteresowani wiedzą o co chodzi 🙂 Ale to już temat na inną okazję…

Pozdrawiam i zapraszam do dzielenia się za pomocą komentarzy swoimi przypadkami wątpliwej jakości różnych produktów.

Reklamy

Tak jest, również byłam ździwiona.

Na codzień w TV, prasie czy Internecie spotykamy się ze słowem ekologia w kontekście segregowania śmieci, redukcji spalania paliwa w naszych samochodach, farmy wiatraków czy dymiących kominów fabryk tudzież elektrowni.

Często zapominamy, że ekologia to też zredukowanie zapotrzebowania na energię, która jest niezbędna w procesie produkcji „czegoś”. Ktoś powie: segregowanie śmieci – ok, jak najbardziej! Ale nie pamięta już, że środowisko naturalne dostało nieźle „w kość” podczas produkcji tych wszystkich opakowań, urządzeń, które zostały gdzieś kiedyś przez kogoś wytworzone.

Ale wracając do tematu wpisu…

Myśląc ołówek i w domyśle materiał z którego go wykonano mamy drewno. A jak drewno to las. Czyli trochę tych drzew musiało pójść mimo, że przecież ołówek taki mały. 🙂 Niby taki mały, niepozorny, prosty, a niemieckim inżynierom z fabryki Staedtler chciało się uruchomić projekt pod nazwą WOPEX. Zastosowano najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne, aby wyprodukować …ołówek i stąd moje ździwienie z początku wpisu.

WOPEX to pierwszy na świecie ołówek wykonany przy połączeniu trzech różnych materiałów pod ciśnieniem. Podstawowym materiałem tego ołówka jest tzw. ‚wood kompozyt’ – 70% drewna w kompozycie polimerowym oraz tworzywo TPE, które daje wygodny, antypoślizgowy uchwyt. Proces produkcji nie wymaga stosowania rozpuszczalników, a drewna wykorzystywane do produkcji pochodzi z certyfikowanych zalesionych plantacji (!). Przy produkcji ołówka WOPEX można zredukować ilośc odpadów drewna aż o 80%(!).

Firma Greiner Tool.Tec z Austrii opracowała specjalną maszynę do produkcji tego ołówka, która powoduje wyraźne  zmniejszenie zapotrzebowania na energię w procesie produkcji i zmniejszenie liczby kroków w etapie produkcji w porównaniu do ‚klasycznych’ ołówków.

„Efektywny dla ekologii” – naturalnie Made in Germany.

Prawda, że wiele jak na ołówek, który wydaje się być przedmiotem pospolitym i prostym… 🙂 A co wy sądzicie o zastosowanych technologiach? Zapraszam do komentowania i zobaczenia ołówka WOPEX w moim sklepie: Niezawodny ołówek WOPEX

PS. Wracając do Made in Germany – w następnym wpisie wspomnę o jakości produktów piśmienniczych, ale nie tylko ich. Zapraszam ponownie i pozdrawiam!